czwartek, 28 kwietnia 2011

Skrzyp polny

Zabieram was w pra pra pra momenty dziejowe znanego nam świata. Królowały wtedy takie oto rośliny

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Wielkanoc

Ostatni post nie był pogodny. Niech to oto jajko starczy za fotorelację z minionej Wielkanocy.

Coś jakby pliszka po przejściach


Był taki czas, że w niektórych kręgach tego pięknego miasta zapanował popłoch. Populacja wróbli malała.
Wróbel lubi gęste krzaki. A te wyrzynane są przy budowach nowych inwestycji. Później sadzone są nowe, ale trzeba trochę czasu, zanim się przyjmą i zagęszczą.
Aktualnie wróbli jest sporo. Drą się za oknem jak opętane, waląc małe kupy na maski stojących pod drzewami samochodów. Do tego los przestał się uśmiechać.


Najświeższe doniesienia wskazują jakoby ptak na zdjęciu był pliszką. Przychylam się ku temu, bo kompletnie nie znam się na ptakach, ale lubię udawać, że trochę się znam, dlatego dałem się ponieść i pokonfabulowałem na maksa. Sorry za to.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Kraków - wolne konopie


W odbiciu kałuża z paru postów wcześniej.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Wrocław, Bieszczady

Chwilowo dajemy sobie siana z Krakowem i na dłużej zostajemy w mieście. Ciekawostka taka:

Dziwy nad dziwami.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Wrocław, Świdnicka

Znów Wrocław. Szlaczky i wzorky na murze. Świdnicka ulica, przejście pod nasypem.


Jest to robione komórką, więc szumy, choć niezamierzone i niechciane, być muszą.

Kłódki

Był Wrocław, więc znów gościnnie Kraków.


Kraków też ma swój zapięty na całego most i jest to fajne. Niestety, nie pomnę miana mostu owego, a jest tak późno i jestem tak wyjechany dzisiejszymi zadaniami do odptaszkowania, że naprawdę... znajdźcie sobie sami. Na pewno stoi o tym w necie.

sobota, 16 kwietnia 2011

White Rower

Wczoraj było krakowskie muralotto, dziś radosny Wrocław.

Na zdjęciu tego nie widać, a sprawa jest prosta. Oto pierwotne 'white power', za pomocą krótkiego zabiegu przerobione w to co widać. Jedna nóżka, a ile radości.

Aha, dodam tylko, że to przy ulicy Hubskiej, niemal vis-a-vis Madnessu.

piątek, 15 kwietnia 2011

Kraków - muralotto

Zgodnie z obietnicami, coś z Krakowa na szybko. Taka oto sympatyczna adaptacja paru plam.

Zmiany

Rozpieszczam was. Nie mówcie, że nie. Do tej pory, głównie przez moją beztroskę (widziałem to słowo pisane przez 's', powiadam wam, pro, bestroska, trochę jak z bestiariusza bestia) raczyłem was postami z wieloma zdjęciami na raz. Koniec z tym. Kilka fot będzie wpadać od czasu do czasu. Od dziś będzie wpadać mniej na raz, ale za to jako tako regularnie. Miejcie zabawę, róbcie swój dzień i trzymajcie troskę.



Fasada jednego z budynków przy ulicy Gajowej jest udekorowana właśnie tak. Dodam, że jest to ekspozycja czasowa.

wtorek, 12 kwietnia 2011

John Paul the Second, Papież i inne zachody

Od kiedy obok Hotelu Orbis wyrosło ogrodzenie, w przejściu między ulicami Gwiaździstą a Powstańców wieczorami panuje intymna, cicha atmosfera. Idziecie sobie dodatkowo zacienieni krzaczorami, patrzycie w kierunku Sky Tower i nagle... bang!


Z tego oto miejsca, bo niektórzy mogą nie pamiętać, w roku 1997 przemawiał do ludu Wrocławia. Okoliczni mieszkańcy pamiętają mu to do dziś, jak widać. W tle widać wspaniale wyrastające, ponure jak grób Sky Tower, które z bliska wygląda mniej więcej tak:

Jest to ujęcie nie za proste, ale widać, co trzeba, mianowicie dźwig o imieniu 6.

Dla utrzymania ciągłości dorzucam bonusowo cepeliowo-festyniarskie ujęcie zachodu słońca kładącego swój blask i cień na gwiazdach naszej miejskiej architektury, czyli Sky Tower wspomnianym już wcześniej oraz obleganym przez pół województwa Aquaparku.

Trójkąt Bermudzki, część 1

Na ulicy Świstackiego znajduje się słynne liceum ogólnokształcące, z numerem 4 bodajże. Może teraz jest już mniej słynne, tego nie wiem, za moich czasów jeszcze było. To natomiast zdjęcie zostało wykonane na ulicy Brzeskiej:


Niech nikt nie zrozumie mnie źle - okolice Kościuszki, Pułaskiego i Traugutta to prawdziwa perła architektoniczna. Interesujące fasady, wiele zakamarów. I choć po powodzi klimat Trójkąta Bermudzkiego jakby zelżał, to pamiętam, jak na Brzeskiej właśnie byłem świadkiem rozmaitych ludzkich misteriów o których, dla uczczenia spokoju myśli czytających nas pewnie pań, lepiej nie wspominać.

Okolica, niestety, nie należy do specjalnie zadbanych. Mimo bliskości terenów zielonych wszędzie walają się psie kupska. A jeśli na Brzeskiej niewiele się zmieniło, to nie tylko psich. Nie przez nieuwagę nie wspominam o sprzątaniu po psie. To nie te klimaty. Trójkąt prędzej spłynie szambem niż ktoś rękę do ekskrementu przyłoży. Te okolice to wyspy paradoksu. Obszary, gdzie wstręt do brudu idzie z nim w parze i to w pierwszym szeregu, za rękę, wyśpiewując sprośne piosenki.


Inne miejsce, ten sam obszar, ta sama historia. Przystanek, krzyżówka Kościuszki/Pułaskiego:

Rozpieprzone szyby. Przystanek nie nosi śladów potrącenia przez ciężarówkę czy nawet samochód osobowy. Komuś nie podpasowały szyby. Z jakiegoś powodu. Może to wrogi przystanek na wrogim terenie, może to nie lokalna ludność zemściła się za niedogodności transportu publicznego. Może. Może nie chodzi o niedogodności, może po prostu przystanek to element zbędny, niepotrzebny. To bym zrozumiał. Jeśli nie korzystasz z MPK to nie widzisz sensu jego egzystencji, ergo - nie jesteś związany z infrastrukturą i jej stan jest ci obojętny. Jak by nie było, przystanek dostał niezły wpierdol. Musiał nieźle się stawiać, skoro całkowicie nie znikł. Może zniknie, uprowadzony na jakieś ciemne podwórze, poszatkowany, wrzucony do wora i zrzucony na skup. Albo trzepnięty do Odry, Oławy, Zielonej albo, żeby nie budzić podejrzeń, Ślęzy.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Park Wschodni raz jeszcze. Plus peerelowskie murale

Pomyślałem, że to ładne, ciekawe i może niespecjalnie brawurowe, ale dość oryginalne. Żartuję. Ten domek za jakiś czas zniknie, a tak będzie na wieki wieków ament. Park Wschodni.

Siekanina gałęzi. Bardzo mocno wiało. Tak naprawdę nie mam pojęcia, co to jest. Widać to z Parku Wschodniego, gdy się popatrzy na wschód.

Ulica Krakowska. DZBM Krzyki.

Ta sama ulica. Pasze dla dzieci. Odżywki. Trochę podrasowałem, żeby było widać cokolwiek.

A to jest, o ile się nie mylę, stara kotłownia. Mieści się w pobliżu terenów PKP, wejście od ulicy Paczkowskiej. Zaraz obok jest plac, na którym w niedziele od 6 do około 11 handluje się gołębiami, kurami, kogutami, perliczkami i innym pierzastym badziewiem. Przynajmniej do niedawna tak było. Miałem się tam dziś zerwać o świcie, ale ostatnie noce były szczególnie ciężkie i o porannych pobudkach mowy być nie mogło. Może za tydzień.

Trzewia miasta

Gdy oglądałem "Miasto ruin" miałem wrażenie, że patrzę na szkielet. Tak w moich oczach wyglądała Warszawa na rekonstrukcji. Nie wykluczam, że Wrocław musiał wyglądać podobnie. I o ile zburzone budynki mogły wyglądać jak wystające z ziemi gnaty, o tyle chcę wam tu teraz pokazać mięcho, gruz, padlinę, strzępy.

Las Rakowiecki. Rozrzucone, powojenne resztki miasta. Mnóstwo cegieł, tynku, kamienia, ceramiki, szkła. Teren przekopany, podziurawiony przez poszukiwaczy skarbów, amatorów złomu.

Na samym początku wita nas nagrobek Elise Sich.

Jakieś ozdobniki. Leżą i gniją. To może być cokolwiek skądkolwiek.

Podobnych butelek można znaleźć tony. Bez kopania. Leżą tu i ówdzie. Część z nich to odrzucona przez zbieraczy, bezwartościowa bo zniszczona materia.

To zdjęcie nie oddaje piękna krajobrazu. Wszędzie, dosłownie wszędzie są dołki. Dołek na dołku dołkiem dołek pogania. Niektóre z wykrotów są zdradliwe. Część potrafi się osunąć.

A teraz coś specjalnego, z tego samego miejsca:

To efekt około dwudziestominutowego spaceru po kwadracie 5/5 metrów. Bez kopania i rycia w ziemi. Wszystko na wierzchu. Buteleczki, kieliszki, ceramika, jakieś fragmenty pieców, stalowe pierdygałki. Potłuczone, pordzewiałe, skorodowane. Możliwe, że Las Rakowiecki kryje niejeden niewybuch, więc rycie w gruncie może być ryzykowne.

Inne inszości, czyli gruz i ruiny w formie wzgórz tak zwanych. Na pierwszy ogień Wzgórze PaFaWag:

Dwie ścieżki na szczyt i stok do zjazdów techniką i narzędziem dowolnym.

A tak wygląda z boczku.

Wzgórze Andersa, wcześniej Gomółki. Z jednego ze stoków wyłażą stare cegły, rzecz szczególnie upierdliwa podczas zjazdów na sankach. Na okolicznych drzewach dużo klimatycznej jemioły, po prawej zaczyna się ogrodzenie Aquaparku.

I wzgórze, na które nigdy się nie pchałem, czyli Wzgórze Gajowe.

Każde z tych miejsc może być szalenie interesujące jako źródło znalezisk i wiedzy o przedwojennym mieście i jego mieszkańcach. W Lesie Rakowieckim zdarza się natknąć na kości. Trudno mi ocenić czy ludzkie czy nie. Spore gnaty. Stawiałbym na kości udowe. Niektóre bardzo równo przerżnięte, te to raczej jakaś wołowinka. Ale bywają i inne.

sobota, 9 kwietnia 2011

Pocztówki z Krakowa

Teraz lecą widoczki, a kiedyś tam jakieś przewały z komórki, czyli głupie napisy i hardkory.

Bar Kazimierz. Za 3 złote, plus 5 groszy za plastikową łyżkę, dostaniecie bardzo dobry kapuśniak. Kapusty i ziemniaków mnogo, kiełbasy także. Bar jest klimatyczny, można się w nim nawet, z tego co widziałem, zdrzemnąć i nikogo to nie dziwi. Swojsko i błogo.

Krótka opowieść o gołębiej miłości.


Wszystko to na wawelskich murach.


Jakieś większe wydarzenie na niewielką skalę. Parę odpicowanych maluchów. Ale bez przegięć.





To wszystko na Kazimierzu. Kolorowe ruiny, kafejki, dużo gości z zagranicy, modnej młodzieży, lokalnej banditierki, drogich spożywczaków. Znamienne wydało mi się to, że o ile we Wrocławiu zaczepiacze zwykle proszą o dorzucenie się z groszy na piwo, o tyle w Krakowie wołali ode mnie złotówkę.

To zdjęcie ma walor głównie sentymentalny. Przez wiele lat Kraków składał się dla mnie głównie z okolic dworca głównego i terenów ościennych. Nie ma się co za długo rozwodzić, był po prostu stacją przesiadkową. A wiele się zmieniło. Od jakiegoś czasu nie ma dworca autobusowego, jest wielki plac. Wygląda to wcale nieźle. Dużo miejsca do spoczynku na świeżym powietrzu. Obok jakaś galeria, do której nie wchodziłem.


Proste. Albo nauczysz się tańczyć albo ci wpierdolimy.



To lubię najbardziej.

piątek, 8 kwietnia 2011

Sławek - Kraków


To pierwsze zdjęcie z paru, jakie zrobiłem wczoraj w Krakowie.
Oto Sławek. Sławek jest czymś dla mnie szczególnym. To pierwsza osoba z osób spoza mojego kręgu, która zaczepiła mnie na ulicy i spytała o zdjęcie. Nie ukrywam, mam nadzieję, że to się będzie powtarzać.
Sławek przedstawił się jako Sławek i trzeba o tym wspomnieć. Określił się też jako bezdomny, więc może tak naprawdę wcale nie jest Sławkiem tylko Przemkiem, Jankiem, Wojtkiem czy Henrykiem.
Byłem mu bardziej wdzięczny za to, że chciał zdjęcie niż on mi za to, że je zrobiłem. Tak mi się wydaje. Albo może on był bardziej, bo było to dla niego z jakiegoś powodu szczególnie ważne. Tak czy inaczej, nigdy się z czymś takim nie spotkałem. Robiłem akurat zdjęcie baru mlecznego, które wrzucę za jakiś czas, gdy przeszedł Sławek, potem się wrócił, zapytał o to, czy zrobiłbym zdjęcie bezdomnemu, na miarę swoich możliwości zrobiłem co umiałem, Sławek został uwieczniony. Chyba o to chodziło.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Park Wschodni

Ponieważ jedno zdjęcie powie więcej niż tysiąc słów, tym razem ograniczę się do minimum.

To jest Park Wschodni. Zdjęcie robione jest z Parku Wschodniego na drugą stronę rzeki Oławy Dolnej, w kierunku Bierdzan.


Ładne miejsce. Dużo niebieskiego i w ogóle.




To samo miejsce, odrobinę w lewo. Gdybyście wyrzucali butelki do śmieci, a śmieci były porządnie i szybko utylizowane, to potem trudno byłoby się wykręcać, że przecież powódź była i powymywała ten chlew.
Od razu napiszę, że nie bawiłem się w bohatera, nie podjąłem się wyławiania syfu, choć wydaje mi się to nie najgorszym pomysłem na jakąś większą akcję. Można by może spróbować wynająć kajaki czy łódki z przystani, zabrać ze sobą kije i duże, plastikowe wory, pozbierać to i potem wywalić do śmieci. Ale jak znam życie, nikt się nie podejmie, wszyscy się boją sfrajerowania. Więc wuj wam w oko, za jakiś czas sam się za to wezmę. Pozdrawiam serdecznie.